Tak zwany ”content” czyli zawartość

5081516710_1381efd4e4Czytając w internecie różnego rodzaju zawartości stron internetowych, reklamowych okienek, e-czasopism dla niszowych odbiorców, e-magazynow dla nie niszowych odbiorców, itd. nie można nie zauważyć contentu, który ma przysporzyć właścicielom owych mediów większej ilości klientów. I niestety, zamiast przysparzać, odstręcza.
Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że jest to zawartość tak przeładowana, jak magazyn wypakowany towarem, którego nadmiar uniemożliwia utrzymanie jakiegokolwiek porządku. Mówię tu o porządku rozpoznawalnym przez mózg konsumenta.

Niestety, twórcom reklam, stron internetowych wydaje się, że im więcej tym lepiej. Tak nie jest. Przed naszymi oczami każdego dnia przetacza się około 1700 obrazów reklamowych, że nie wspomnę o naszych uszach bombardowanych również głupimi tekstami audio – reklamowymi.

Z tych 1700 obrazów mózg ludzki, przy dobrym układzie, zapamięta jedynie 2 – 3. Cała reszta idzie do kosza, ponieważ mózg odrzuci wszystko to, co nie sprawiło na nim emocjonalnego wrażenia. Mózg lubi porządek, lubi estetykę, lubi być podniecony emocjonalnie. I nie, nie chodzi tu o podniecenie seksualne, gdyż sprowadzanie reklamy do podświadomego kojarzenia jej z atrybutami seksu jest wciąż popełnianym błędem przez twórców większości reklam. Seks, seksualność w reklamach nie działa już tak, jak działał 15, 10 lat temu. Dlaczego? Dlatego, że seks w reklamie jest wszędzie. Przestał być atrakcją dla mózgu. Przestał być contentem, który zostawi trwały, zapamiętywalny ślad w korze przedczołowej. Przestał pobudzać neurony właśnie z tego powodu, że nasze społeczeństwo jest już do niego przyzwyczajone. Mózg lubi wyzwania, a seks, w swej wszech-dostępności wizualnej przestał być wyzwaniem dla mózgu.

Skąd wynika to przeładowanie zawartości reklam? Z kilku powodów oczywiście, a jednym z najważniejszych jest swojego rodzaju prostytucja ich twórców. Prostytucja polegająca na poddaniu się „wizji” zleceniodawcy. Plus oczywiście brak wiedzy. Krąży w internecie blog pewnego pracownika sławnej agencji reklamowej, który ujawnia wszystkie (prawie) negatywne zasady pracy takich agencji, jedzie w nich ów blogger równo po wszystkich, po zleceniodawcach, określając  ich jako idiotów i oszustów produkujących gówno, po wykonawcach, czyli swoim pracodawcy i swoich kolegach. Ujawnia beztalencie, ignorancję i przewałki twórców reklam. Pisze o horrendalnych kwotach kasowanych za reklamy. Opisuje świat reklamy jako wielkie bagno gówna w PL. I pomimo, że wszystko to jest w 90% prawdą, i byłoby może i w porządku, gdyby nie fakt, że ów blogger robi to anonimowo.

To „najlepszy” przykład prostytucji zawodowej z jakim przyszło mi się w ostatnich czasach zetknąć. Tyle że przykład, za który zleceniodawca płaci ogromne pieniądze.

Czy zatem wniosek, iż „twórczość” reklamowa w PL jest jak droga prostytutka sprzedająca się każdemu byle płacił jest słuszny?

Wynikałoby z niego, że do „twórczości” reklamowej potrzebne jedynie jest ciało. Umysł do tego nie jest potrzebny.

Płaci za to zleceniodawca, a my nie chcąc katować naszych mózgów – wyłączamy telewizory.

podpis2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s